fot. Baranowski/AKPA
Justyna Steczkowska, jedna z najbardziej charyzmatycznych postaci polskiej sceny, zaskoczyła fanów Eurowizji. W szczerej rozmowie z Magdą Mołek, artystka otwarcie przyznała, że planuje trzeci powrót na eurowizyjną scenę i podała konkretny termin swojego ambitnego projektu.
Choć minęły dopiero miesiące od jej emocjonalnego występu z utworem „Gaja”, Justyna Steczkowska już myśli o przyszłości. Okazuje się, że jej historia z Konkursem Piosenki Eurowizji ma zostać uzupełniona o jeszcze jeden, prawdopodobnie najbardziej spektakularny rozdział.
„Mam zamiar pojechać w wieku 65 lat”
Największą sensacją wywiadu, który ukazał się na platformie YouTube, była odpowiedź artystki na pytanie o jej plany na najbliższą dekadę. Steczkowska, bez wahania i z szerokim uśmiechem, zakreśliła datę w kalendarzu.
Mam zamiar pojechać do Eurowizji w wieku 65 lat. Z tą samą ekipą – zadeklarowała Justyna Steczkowska.
Oznacza to, że trzeci start artystki mógłby mieć miejsce w okolicach roku 2035. Nawiązując do kontrowersyjnej uprzęży, na której unosiła się podczas występu z „Gają”, artystka żartobliwie dodała, że liczy na postęp technologiczny.
Już na pewno będą takie możliwości – podkreśliła, sugerując, że jej deklaracja ma znamiona realnego, choć odległego, planu.
Eurowizja 2025: Niedosyt i duża lekcja
Justyna Steczkowska ma za sobą dwa starty w Eurowizji: debiut w 1995 roku z utworem „Sama” (18. miejsce) oraz powrót w 2025 roku z kompozycją „Gaja”.
Choć występ w Bazylei podczas 69. Konkursu Piosenki Eurowizji był dopracowany w każdym detalu, ostateczny wynik artystki (14. miejsce w finale) pozostawił duży niedosyt. Kontrowersje wzbudziła ogromna rozbieżność między głosami: publiczność wyniosła Polskę na 7. miejsce, podczas gdy jury postawiło Steczkowską dopiero na 24. pozycji.
Ta dysproporcja wywołała żywą dyskusję w Polsce i, jak przyznała artystka, stanowiła spore wyzwanie emocjonalne.
„Bałam się wrócić do kraju”
W dalszej części rozmowy Steczkowska opowiedziała o emocjach, które towarzyszyły jej po finale w Bazylei. Przyznała, że obawiała się reakcji polskiej publiczności.
Trochę się bałam wrócić do kraju, bo myślisz sobie: ojej, będzie ciężko to wszystko znieść. A ja wracam, a tu szał. Po prostu tyle miłości, tyle wsparcia…
Artystka podkreśliła, że choć wyniki jury uznała za niesprawiedliwe, największym jej sukcesem było zjednoczenie Polaków wokół jej występu.
To, że udało mi się na te pięć minut występu albo to moje bycie na Eurowizji zjednoczyć wręcz naród, który jest politycznie bezsensownie podzielony, to po prostu było dla mnie największe szczęście, jakie mogłam osiągnąć – wyznała.
Szczerość, z jaką mówi o swoich ambicjach i porażkach, tylko umacnia jej pozycję jako artystki, która nie boi się podjąć ryzyka. Biorąc pod uwagę jej doskonałą formę wokalną i sceniczną, zapowiedź startu w wieku 65 lat wydaje się nie tyle żartem, co bardzo realną, ambitną obietnicą dla fanów.

